Zdarza nam się spotykać przedsiębiorców którzy na słowo „konsultant” lub „doradca” reaguje instynktownym oporem. Choć rynek usług doradczych dynamicznie się rozwija, w kuluarach biznesu wciąż żywe są uprzedzenia. Firmy często unikają zewnętrznych ekspertów z powodu obawy przed ujawnieniem wewnętrznych słabości. Przedsiębiorcy po prostu nie lubią, gdy ktoś z zewnątrz "prześwietla" ich strategię, analizuje procesy i ocenia dotychczasowe decyzje. Właściciele firm i menedżerowie czują się niekomfortowo, gdy zewnętrzny ekspert weryfikuje ich metody zarządzania i obnaża ewentualne błędy, co budzi naturalny opór przed oceną.
Z naszej perspektywy niechęć ta bardzo często podsycana jest przez osobowość konsultanta – który zamiast pomóc zweryfikować założenia danej firmy podchodzi do tematu jako "samozwańcze guru", który absolutnie wszystko wie lepiej. Taka postawa nie sprzyja współpracy, a co najgorsze – robi pod górkę tym doradcom, którzy pracują w zupełnie inny sposób.
Z drugiej strony sceptycyzm ten karmi się również powszechnym przekonaniem o braku unikalnej wiedzy u doradców. Często uważa się, że oferują oni zbyt ogólne, teoretyczne rozwiązania, które nijak mają się do realiów i specyfiki danej branży.
Dodatkowo, doradztwo kojarzone jest z wysokimi kosztami – firmy boją się, że nie zobaczą bezpośredniego zwrotu z inwestycji (ROI) w postaci wyższych zysków czy lepszej organizacji pracy.
Oliwy do ognia dolewają złe praktyki rynkowe: część przedsiębiorców ma negatywne doświadczenia z przeszłości z osobami, które bardziej skupiały się na sprzedaży własnych produktów niż na realnej optymalizacji biznesu klienta.
Podsumowując – z jednej strony konsultant kojarzy się z mądralą a z drugiej strony podejrzewany jest o brak wystarczającej wiedzy za którą warto zapłacić.
Trzymanie się przekonania, że konsultant jest niepotrzebny może być bardzo kosztowne. Zamykając drzwi przed rzetelną wiedzą, przedsiębiorstwa często podejmują błędne decyzje inwestycyjne warte setki tysięcy złotych, wynikające z braku znajomości skomplikowanych przepisów czy alternatywnych rozwiązań rynkowych.
Jednym z takich przypadków postanowiliśmy się podzielić.
Właściciel średniej wielkości przedsiębiorstwa produkcyjnego planował dużą inwestycję w instalację fotowoltaiczną (PV) oraz przemysłowy magazyn energii. Celem było obniżenie kosztów stałych energii elektrycznej. Biznesmen ten miał jednak za sobą fatalne doświadczenia z poprzednich lat – zatrudnił kiedyś doradców, którzy zainkasowali wysokie honorarium, przedstawili ogólny, teoretyczny raport, z którego nic nie wynikało, a przy okazji próbowali wdrożyć drogie oprogramowanie, które kompletnie nie pasowało do sytuacji klienta ( a było dla owych „doradców” najbardziej kaloryczne pod kątem zainkasowania potencjalnej prowizji). Problemem klienta był więc fakt, że dotychczas nie trafił na konsultantów ale na „sprzedawców w przebraniu”.
Gdy na horyzoncie pojawiła się możliwość skonsultowania obecnego projektu energetycznego z naszą firmą przedsiębiorca kategorycznie odmawiał. Twierdził, że „sam wie najlepiej, co robić”, a konsultanci to jedynie niepotrzebny koszt i powtarzanie ogólników.
Po długich namowach wspólnika, właściciel postanowił dać sobie ostatnią szansę i dopuścił naszych Ekspertów do analizy swojego planu. W trakcie rozmów wyszło na jaw, że przedsiębiorca opierał całą swoją strategię na głębokim, ale całkowicie błędnym przekonaniu.
Był on stuprocentowo pewien, że decydując się na PV i magazyn energii w firmie, musi zrezygnować z kontraktów na energię ze stałą ceną i przejść na rozliczenia dynamiczne, czyli na Rynek Dnia Następnego. Perspektywa przejścia na RDN budziła w nim ogromny lęk i frustrację – w jego branży stabilność kosztów była kluczowa, a ciągłe wahania cen prądu z godziny na godzinę wprowadzały totalne zamieszanie w planowaniu budżetu i wycenie produktów dla klientów. Inwestycja w magazyn miała wiec dla niego dwa wymiary – w jednym obszarze oszczędności – w innym deregulacja pracy. Klasyczny przykład "kanibalizowania" różnych obszarów w firmie.
Zweryfikowaliśmy te założenia i przedstawiliśmy nasze rekomendacje. Okazało się, że prawo ani mechanizmy rynkowe wcale nie nakładają obowiązku przechodzenia na ceny dynamiczne przy posiadaniu własnych źródeł generacji i magazynowania – warto pamiętać - jest to tylko jedna z opcji, którą dana firma ma do dyspozycji.
Gdyby przedsiębiorca nie przełamał swojego sceptycyzmu wobec konsultantów, kto wiem, może nigdy nie dowiedziałby się o tym, jakie ma możliwości i co więcej, chcąc obniżyć sobie koszty w firmie zafundowałby problem z budżetowaniem i wycenami produktów dla klientów.