Niemiecki Kanclerz Friedrich Merz w środę 11 lutego wygłosił przemówienie podczas Europejskiego Fortum Przemysłowego w Antwerpii. W duchu zapowiedzianego kierunku deregulacji odniósł się również do kwestii walki z ograniczeniem CO2. Nadrzędnym celem miało być wsparcie gospodarki w przejściu na produkcję bez emisyjną. Jeżeli jedna system EUA nie spełnia swoich celów to należy być otwartym na jego zmianę.
Nie usłyszeliśmy kontrowersyjnej tezy. Nie padła konkretna deklaracja. Nie został położony na stół projekt dokumentu. Nic zapadły żadne decyzje w tym obszarze.

Ceny uprawnień przekładają się niemal bezpośrednio na ceny energii elektrycznej, oraz na wiele innych obszarów gospodarki będących w systemie ETS. Widać zatem, że słowa polityka mogą mieć ogromne wartość. A już szczególnie jeżeli wypowiedź jest wpływowej osoby w przedmiocie bardzo podatnej na regulacji. Tak jest w tym wypadku, gdzie zarówno popyt jak i podaż na EUA jest sterowana „urzędowo”.
W ubiegłym tygodniu wskazywaliśmy, że bez dalszego spadku uprawnień nie widzimy wiele przestrzeni do dalszego obniżenia cen energii: CZYTAJ TUTAJ.
Tylko podczas spadkowej sesji ceny kontaktu rocznego na 2027 spadły o prawie 13 zł/MWh (przy spadku emisji o ok 26 zł/MWh). Efekt był zatem dość „modelowy”.
Kolejne dni i tygodnie będą stanowiły „sprawdzam” dla rynku - czy zobaczymy realne działania w kierunku reformy systemu ETS? Uda się zbudować konsensus wokół tego kierunku (raczej ciężko będzie przekonać do tego Francję która już dzisiaj ma energetykę niskoemisyjną)? Wiara w ten scenariusz powinna skłaniać do wyczekania z kontraktacją energii.
A może, jak to przecież często bywa, zapowiedzi polityków pozostaną w sferze obietnic czy wizji. Wówczas mogłoby się okazać, że obecnie mamy do czynienia z przereagowaniem rynku dającym ciekawe okazje zakupowe.
Zmienność cen najczęściej kojarzy się z ryzykiem (swoją drogą słusznie), warto jednak pamiętać, że generuje ona również najlepsze okazje rynkowe. Jak będzie tym razem?